Blog

Wspomnienie Pielgrzymów Pokoju – pierwsze

Wspomnienie Pielgrzymów Pokoju – pierwsze

Powie ktoś, że nie trzeba lecieć do Jeruzalem, aby uczestniczyć w adorowaniu Najświętszego Sakramentu… Tak, to prawda. Jednak adoracja jedna z najgłębszych wspólnych tajemnic Boga i człowieka nabiera w Świętym Mieście wymiaru szczególnego. Tutaj każdym zmysłem, myślą, każdą komórką ciała, w każdej chwili i wszędzie czuje się dotyk historii Zbawienia. Jakby stanęło się nagle pośród ożywionych tchnieniem Ducha kart Biblii, w samym sercu świata, w miejscu najważniejszym.

Pokój w Jerozolimie i na całym globie – to podstawowa intencja modlitewna adorujących w krypcie kościoła ormiańsko katolickiego przy Via Dolorosa, gdzie mieści się kaplica z Tryptykiem Jerozolimskim autorstwa gdańskiego artysty, Mariusza Drapikowskiego.

“Co robisz w Jerozolimie?” – pytało wielu sprzedawców, pielgrzymów, turystów. Wszyscy, niezależnie od narodowości czy wyznania, ze zrozumieniem, ogromną akceptacją, a nawet radością przyjmowali słowa: “Modlę się. Modlę się o pokój w Jerozolimie i na całym świecie, o pokój w sercach”.

Nie da się w pełni oddzielić godzin skupienia przed Najświętszym Sakramentem od czasu spędzanego poza kaplicą, od spotkań i rozmów z ludźmi.
Na przykład z muzułmaninem, ojcem pięciorga dzieci, codziennie szukającym indywidualnych pielgrzymów czy turystów, aby zarobić parę groszy na oprowadzaniu. Przychodzi też do Kaplicy Adoracji, kłania się jej z szacunkiem, a potem cierpliwie i nieraz bardzo długo czeka, aż podopieczni wstaną z klęczek…
Na przykład ze sprzedawcą z niedalekiego sklepiku, wyjątkowo nachalnie nakłaniającym do zakupów…
Na przykład z bratem Samuelem, greckokatolickim zakonnikiem posługującym w Bazylice Grobu Pańskiego, który przez kilkadziesiąt lat życia pracował w Grecji jako kucharz i nagle – jak opowiada – usłyszał wezwanie Chrystusa, zostawił wszystko i przybył do Jeruzalem, gdzie znalazł nieopisany pokój i szczęście…
Na przykład z Jamesem, pochodzącym z Detroit Amerykaninem, od dwudziestu lat boso przemierzającym Starą Jerozolimę w “jezusowym” odzieniu, tylko z derką i Pismem Św. pod pachą. W wielu miejscach, także przed Tryptykiem Jerozolimskim, można go spotkać zatopionego w modlitwie…
Na przykład z przechodzącymi obok kościoła braćmi Żydami, podążającymi pod Ścianę Płaczu. I Żydami przewodnikami, przyprowadzającymi grupy do Kaplicy Adoracji, jakże często mającymi korzenie w Polsce i rodziców nadal pogrążonych w traumie Holocaustu…
Na przykład z napotkanymi na Górze Oliwnej Japończykami albo mieszkańcami włoskiej L’Aquili, mimo upływu trzech lat od potężnego trzęsienia ziemi wciąż opłakującym i swoich zmarłych i odbudowującym zniszczone domy…
Na przykład z Wietnamczykami, modlącymi się na różańcu w egzotycznym dla nas języku przy IV stacji Drogi Krzyżowej…
Na przykład z Palestyńczykiem wywożącym śmieci spod Bramy Jaffy, zatroskanym o przyszłość swego narodu i z płaczem opowiadającym o śmierci małego chłopca, ofiary jednego z licznych na tej ziemi krwawych incydentów…
Jerozolimskie spotkania z ludźmi. Wspomnianymi wyżej i wieloma innymi. Z bliźnimi, w których mieszka Chrystus, siostrami i braćmi. Dopełnienie modlitwy przed Najświętszą Hostią…

Romana Hyszko, 2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *